Antonio Puig Quorum Silver

Puig to olbrzymia korporacja, która skupia się przede wszystkim na produkcji perfum dla wszystkich chętnych wyłożyć grubszą gotówkę na zaistnienie w zapachowym świecie. Oprócz poważnych perfumowych graczy jak Comme des Garcons czy Prada, produkuje tez perfumy pod marką tak „prestiżową” jak Banderas, Shakira czy Barbie. Swojego miana na drobne już tak łatwo jednak nie rozmienia. Od 1968 światło dzienne ujrzało zaledwie 9 flakoników perfum sygnowanych mianem Antonio Puig, z czego jedynie 4 to perfumy przeznaczone dla mężczyzn. Daje to przybliżoną średnią – 1 męski zapach na 10 lat. Widać w tym pewien pomysł – tworzenie „perfum na miarę swoich czasów”. Premierowej Agua Bravy nie znam, ale już kolejne, tj. Quorum, idealnie wpisuje się w ideę „powerhouse” powszechnie obowiązującą w latach 70′ i 80′ XX w. Podobnie pierwszy flanker klasyka, czyli wodno-świeże Aqua Quorum, które pojawiło się na półkach gdy królowała detergentowa świeżość Cool Water. Czy Quorum Silver również jest dzieckiem swoich czasów?

Już sam rzut oka na zadziwiająca regularność opisaną powyżej pozwala się domyślać, że najnowsze dzieło Puiga, wprowadzone na rynek w 2005 roku Quorum Silver, obierze najpopularniejszą ścieżkę współczesnej męskiej perfumerii czyli przyprawową drzewność. I tak w istocie jest. Otwarcie jest skrzące, czuć przeskakujące po sreberku elektrony nadającego ostrości imbiru i pieprzu. Po chwili w srebrnych iskierkach pojawia się tez złotawa, bardziej błyszcząca i ciepła nuta słodkawej mandarynki. Przyznam, że otwarcie dość mocno przypomina to co czuć na skórze po aplikacji Azzaro Visit. Dalej zapachy jednak, może nie diametralnie, ale rozjeżdżają się. Po chwili pojawia się drugi główny aktor przedstawienia, czyli drewno. Początkowo w wersji wzbogaconej gałką muszkatołową, a więc lekko dymnej, pylisto-węglowej. Zapach niemal idealnie odzwierciedla woń świeżo temperowanego ołówka – świeżutkie drzewne „ogryzki” przeplatają się z ciemniejszą wonią sproszkowanego grafitu (na tym etapie lekkie podobieństwo do Carbone Balmain). Powoli zaczyna się odrywać jego prawdziwie drzewny charakter, bo już do samego końca to drewno cedrowe będzie nadawać zapachowi charakteru. Im bliżej bazy tym staje się ono bardziej słodkawe, jakby zanurzone w oblepiających je sokach. Słodkości nadaje ambra, dzięki czemu pojawiają się akcenty balsamiczne, ale też paczula. Nie klasyczna, czyli lekko cierpka i piwniczna jak w Givenchy Gentleman chociażby, a soczysta, przypominająca nieco ananasowy sok, jak w opisywanym już wcześniej Signature Story od Beckhama. Na tym etapie zapach w pełni zasługuje na miano „srebrnego” – skrzy się i opalizuje na skórze, ale daleko mu do „chromowej” metaliczności. Jubiler nadał bezkształtnej bryle, okrągły, przyjemny kształt. Trwałość jest bardzo dobra – ok. 10 godzin przy umiarkowanej, acz wystarczającej, projekcji.

Mogę z czystym sumieniem polecić Quorum Silver. Na pewno nie tym, którzy szukają zapachów łamiących bariery, otwierających nowe horyzonty, ale z pewnością osobom, które szukają zapachu uniwersalnego, przystępnego, do używania na co dzień, po prostu takiego, który da się polubić. Fakt, że jest nieskomplikowany jest jego atutem – drzewność w cedrowym wydaniu jest cudownie świeża, okrągła, bezpieczna. Może nie jest to najlepszy wybór na romantyczną randkę, ale już do biura jak najbardziej. Gdybym posiadał własną butelkę (a poważnie zastanawiam się nad zakupem) przypuszczam, ze byłby idealnym wyborem gdy nie mam pomysłu co na siebie „wrzucić” – jest elegancki, dość oficjalny, nie męczący, ale ma w sobie swój indywidualny, dość dyskretny urok. Polecam także osobom jeszcze w perfumy nie „wkręconym”, które podchodzą do tematu użytkowo i nie potrzebują 30 flakonów perfum, a jeden jedyny, po którego zużyciu kupią kolejny. Silver nada się prawie na każdą okazję. Jest przy tym zabójczo tani. Brać i nie narzekać 🙂

w dwóch słowach: uniwersalny, nowoczesny cedrowy „all-in-one” 😉

Technikalia:

głowa: lawenda, imbir, kardamon, baergamotka, mandarynka

serce: gałka muszkatołowa, cynamon, czerwony pieprz

baza: paczula, cedr wirginijski, gwajak, ambra

nos: ???

data powstania: 2005

Reklamy

Antonio Puig Quorum

Sympatycznie zachęcony przez wiedźmę z podgórza (dzięki za przysłowiowego „kopa w tyłek” 🙂 ), autorkę fantastycznego pachnącego bloga „Pracownia alchemiczna”, postanowiłem wreszcie zmierzyć się z zapachami oldschoolowymi, których rozebranie na czynniki pierwsze i zawarcie w opisie jest tyleż trudne, co karkołomne. Niemniej jednak musiało do tego w końcu dojść, tym bardziej, że lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte w perfumeryjnym światku, to, przynajmniej w mojej opinii, najlepszy okres dla męskich perfum – czas, kiedy perfumy męskie, były naprawdę męskie. Jednym z klasycznych przedstawicieli gatunku jest z pewnością „Quorum” zdobywca nagrody FIFI w 1982 roku – w czasach, gdy nagroda ta była czymś więcej niż corocznie wydawanym folderem reklamowym…

Warto wspomnieć o samej marce Puig, którą Pan Antonio, rodowity barcelończyk, założył w swym rodzinnym mieście już w 1912 roku – od samego początku z myślą o produkcji kosmetyków i perfum. Do dziś jest to firma w 100% rodzinna – jej założyciel przekazał w roku 1940 poszczególne jej części czwórce swoich dzieci, których potomkowie do dziś zarządzają odpowiednimi departamentami. W materiałach prasowych firma określa się jako „brand builder”, której głównym celem jest „przełożenie wizerunku firm świata mody na świat perfum”. Motto nie jest tylko pustym sloganem, ponieważ firma konsekwentnie, oprócz marek własnych, które stanowią niewielki ułamek jej działalności, podpisuje umowy na produkcję perfum dla domów mody z całego świata. Pod swoimi skrzydłami ma Puig szeroki segment rynku perfumeryjnego – są i marki zaliczane do sektora „premium” (Prada, „niszowe” Comme des Garcons, Valentino), brand’y modowe z sektora „prestige” (Carolina Herrera, Nina Ricci, Paco Rabanne), ale także szeroko pojęty massmarket (designerskie Adolfo Dominguez, Mango czy Zara oraz celebryckie Antonio Banderas, Shakira). Jak widać nie jest to zapomniana przez Boga, mała rodzinna firemka, znana tylko na półwyspie iberyjskim, ale wielka perfumeryjna korporacja, która wykroiła dla siebie spory kawałek (w 2010 r. ponad 7%) globalnego „tortu” branży perfumeryjnej. Quorum było prawdziwym hitem marki w latach osiemdziesiątych, ale czas mijał, wzorem męskości przestał być John Wayne, a stali się nim Prince i Olivier Janiak… Mężczyźni przestali używać męskich perfum przerzucając się na A*Mena i zapachy inspirowane cukiernią. W tym czasie Quorum stopniowo przenoszono na coraz niższe perfumeryjne półki, by w tej chwili zbliżyły się ceną do Nike’ów, Adidasów i innych Str8-ów… Czy warto męczyć nadwątlone wczesnym stadium reumatyzmu plecy, pochylając się aż tak nisko?

Już od pierwszej aplikacji „Kworum” czuć, że to męska bestia. Otwarcie jest jednoznaczne i bezpośrednie – od samego początku oddaje perfumeryjny klimat lat 80. poprzedniego stulecia – jest zdecydowany i prostolinijny. Niesie ze sobą bardzo przyjemne, ale i jednoznaczne skojarzenia. Otóż nutą dominującą jest tu zdecydowanie bylica zmiksowana z kminkiem. Pewnie większość z Was ma z dzieciństwa wspomnienia zabaw na zielonych, porośniętych krzaczorami i chwastami łąkach, na których bawiliście się w chowanego czy w indian. I tak właśnie pachnie Quorum w otwarciu – jak nadrzeczna, porośnięta wysokim chwastem łąka, z niemal niezauważalnie wydeptaną ścieżką. Pamiętacie te wyprawy wąską ścieżynką, kiedy odchylone przez współtowarzyszy wyprawy ciężkie, zielone łodygi chlastały idącego z tyłu kolegę po twarzy? To właśnie to! Połamane łodygi chwastów, ociekające zielonym, a do tego delikatnie słodkim, miodowym sokiem. To wszystko tutaj czuć! Soczysta zieleń z  nutką miodową, przechylającą się raczej w pyłkową, propolisową stronę miodowości. Po tym bezkompromisowym otwarciu jestem w stanie zrozumieć, dlaczego wiele osób polega tak szybko w starciu z tym Puig’iem – to nie jest nowoczesność, to nie jest sztuczność, to nie jest jednostajność i minimalizm…

To co najlepsze wciąż jednak przed nami – nasza ścieżka doprowadza nas w końcu do lasu. W odróżnienie od łąki, na której wiatr od rzeki dawał odrobinę orzeźwienia, powietrze i zapach stają się jednostajne i zawieszone. Uderza w nozdrza wilgoć parującej ściółki i woń igieł dochodząca z leśnego poszycia kilkanaście metrów nad głowami. To zdecydowanie las mieszany, ale zdominowany przez niedosiężne sosny. Czuć jeszcze zew liściastej zieleni z łąki i z nieśmiałych kępek młodych dębów, które próbują, bezskutecznie, oderwać się ponad paprocie i dorównać sosnom. To wszystko w dusznej atmosferze parującej ściółki i mchu, bez choćby cienia przeciągu – nagrzany, bezwietrzny las. Te wonie otwierają kolejną szufladkę w mojej pamięci – wczesnojesienne wyprawy z rodzicami na grzyby w Borach Dolnośląskich – ogromnym kompleksie leśnym poprzecinanym nielicznymi, piaszczystymi drogami.

Po obcowaniu z naturą i długich wędrówkach każdemu należy się jednak odrobina odpoczynku. Wizja odpoczynku wg Puig’a jest równie mocno zarysowana, jak wizja letniej łąki i wczesnojesiennego lasu. Ta wizja, to miękki, skórzany fotel i fajka w dłoni. W „Quorum” nawet fajka nie może być tylko „zwyczajną” fajką. To przepalona, pewnie będąca w rodzinie od pokoleń, fajka z ciemnego drzewa, nabijana od lat różnymi odmianami mahorki. Fotel też nie jest nowy – skóra jest już „wysiedziana”, pełna otarć i zmarszczek, a jednak „szlachetnie podstarzała”. I takie tez jest „Quorum” – „przestarzałe”, ale w szlachetnym stylu. Dla wielu pewnie na dziś dzień nienoszalne, ja jednak robię to z przyjemnością. Perfumy może nie są super trwałe – trzymają ok. 10h, co samo w sobie jest wynikiem znakomitym, ale są w tej kategorii zapachy, które trzymają znacznie dłużej. Z aplikacją trzeba już jednak mocno uważać, bo projekcja rzuca na kolana – wszystko powyżej 3-4 oszczędnych „chmurek” (atomizer rozpyla kosmiczne ilości) może okazać się sporym „faux pas”. Na usta ciśnie się tylko pytanie – skoro taką moc ma wersja po, podobno udanej, reformulacji, to jak hardcore’owy musiał być oryginał?

Podsumowując, niesamowity to zapach… Zupełnie „niedzisiejszy”, a jednak, moim zdaniem, zupełnie noszalny, zwłaszcza jesienną i zimową porą. Odstraszać może faktycznie jego zielona bezkompromisowość, ale wśród osób chcących pachnieć czymkolwiek innym niż TOP10 Douglasa, to raczej zaleta. To na pewno jedna z tych woni, która „odróżnia mężczyzn od chłopców”. Swego czasu na forum „wysmarowałem” post tej treści: Zwykło się mówić, że kobiety perfumują się dla siebie, natomiast mężczyźni robią to po to, by przyciągnąć do siebie kobietę. Ja się od tego odcinam, bo tą jedyną już poznałem i nie potrzebuję nikogo przyciągnąć – kobieta ma czuć przed mężczyzną RESPEKT – i do tego ten zapach nadaje się idealnie. Jeśli miałbym go scharakteryzować jednym zdaniem to na usta ciśnie się „profesjonalizm i perfekcja”. Nie zakładaj go do klubu czy na randkę – używaj jeśli chcesz podkreślić, że wiesz czego chcesz i potrafisz to zrobić. Parę miesięcy później mogę się z całą odpowiedzialnością podpisać pod powyższym.

w dwóch słowach: jednoznacznie męskie wydanie perfumowej „zieleni”, w starym, dobrym stylu

Technikalia:

głowa: bergamotka, bylica, grejpfrut, cytryna, kmin

serce: paczula, sosna, jaśmin, drewno sandałowe, cyklamen, goździk

baza: skóra, tytoń, mech, ambra, olibanum

nos: Sebastian Gomez

data powstania: 1982