Coś osobistego…

Dzisiejszy post to odpowiedź na zaproszenie do zabawy, którą wymyśliła (i wspaniałomyślnie postanowiła mnie do niej włączyć) Wiedźma z Podgórza, autorka fantastycznego bloga pt. „Pracownia alchemiczna”. Sekundę przed publikacją poniższej wiadomości pomyślała o mnie i Sabbath z „Sabbath of Senses” tak więc, mam nadzieję, i jej czynię zadość umieszczając poniższy mini-wywód 🙂

Zabawa dotyczy pasji czytelniczej. Jej główną zasadą jest udzielenie szczerej odpowiedzi na parę totalnie niedyskretnych pytań 🙂

O jakiej porze dnia czytasz najchętniej? Właściwie jest to bez znaczenia. Najchętniej czytam kiedy mam na to czas i ochotę 🙂

Gdzie czytasz? Jestem tradycjonalistą i czytam klasycznie – przy biurku lub w łóżeczku. W miejscach publicznych, środkach komunikacji miejskiej etc. nie mam okazji bywać na tyle długo by delektować się tam lekturą.

W jakiej pozycji najchętniej czytasz? Wyjątkowo bezczelne pytanie 🙂 Po lekturze odpowiedzi na poprzednie, na te odpowiedź będzie oczywista.

Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej? Nie jestem specjalnie wybredny i czytam właściwie wszystko. Staram się w kolejnych partiach z biblioteki (maksymalnie 3 książki) wypożyczać dwie pozycje typu „fiction”- jedna rozrywkowa, jedna ambitniejsza oraz trzecią z gatunku „non fiction”/popularnonaukowa. Wszystkie pochłaniam z równym zainteresowaniem, a to po którą akurat sięgam zależy głównie od nastroju i okoliczności w jakich czytam. Dużą pomocą służy mi serwis biblionetka, działający na zasadzie „polecanek”, dzięki którym dokonałem kilkunastu fantastycznych książkowych odkryć (tu link, do mojego profilu gdyby ktoś był ciekawy – http://www.biblionetka.pl/user.aspx?id=19302). Zdecydowanie łatwiej byłoby mi napisać jakie książki czytam niechętnie. Tu jednoznacznie stawiam na tzw. „twarde SF” i szeroko pojętą literaturę kobiecą.

Jaką książkę ostatnio kupiłaś/kupiłeś albo dostałaś/dostałeś? Moje czytelnictwo w 95% oparte jest na zasobach, skądinąd bardzo interesujących i szerokich, mojej lokalnej, miejskiej biblioteki publicznej. Książki kupuję więc niezmiernie rzadko, zdecydowanie częściej dostaję. Ostatnią, która została mi podarowana, jest znaleziona pod choinką „Bałkańskie upiory. Podróż przez historię” Roberta D. Kaplana. Zbiór reportaży/esei pokazujący tło historyczne napięć i konfliktów na Bałkanach.

Co czytałaś/czytałeś ostatnio? Przed chwilą napisałem, że Science Fiction nie jest moim ulubionym gatunkiem. Zdarza mi się jednak po takie książki sięgać skuszony pozytywnymi recenzjami. Ostatnio był to „Blade Runner” Philipa K. Dicka i już zamówiłem w bibliotece kolejne pozycje autora. Takie SF mógłbym czytać dzień w dzień. Tu opisy przyszłości i jej technologii są jedynie tłem, bardzo zresztą ważnym, dla rozważanego problemu kondycji i natury człowieka.

Co czytasz obecnie? Bardzo często czytam dwie książki jednocześnie, co by nie nosić ich ze sobą „tam i nazad”. Wiedźma w takiej właśnie chwili mnie przyłapała. W szufladzie biurka mojego stanowiska pracy leży w tej chwili pozycja pt. „Etnolog w Mieście Grzechu. Powieść kryminalna jako świadectwo antropologiczne” – naukowa, acz przystępnie napisana rozprawa Mariusza Czubaja, której tytuł mówi wszystko. W domu akurat padło na literaturę rozrywkową – Caleb Carr „Alienista”. To mroczny thriller/sensacja/kryminał osadzony w realiach XIX w. Nowego Jorku, takiego jaki widzimy w filmie „Gangi Nowego Jorku”.

Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są? Nigdy nie miałem w zwyczaju zaginać rogów, choć zdarza mi się, tu uprasza się fanatycznych bibliofilów o sięgnięcie po walerianę, kłaść książkę, o zgrozo, do góry grzbietem! Zazwyczaj jednak używam zakładek, a właściwie ich erzaców. Prym wiodą potwierdzenia transakcji kartowych oraz oderwane fragmenty będącego pod ręką arkusza papieru ksero, ale to nie reguła. W „Alieniście” tkwi w tej chwili „prawie-elegancka-zakładka” w postaci tekturki ze sznureczkiem dołączonej do niedawno zakupionej pary jeans’ów 🙂

E-book czy audiobook? Jedyne zastosowanie dla „użytkowania” audiobooka widzę w sytuacji długiej i dalekiej podróży samochodem. Swego czasu 4 razy w tygodniu musiałem pokonywać dwustukilometrową trasę i sporadycznie używałem wspomnianych wyżej. Nie były one jednak tak popularne jak teraz, dostępne była mała ilość tytułów, do tego w nudnawych aranżacjach. Wobec powyższych preferowałem poszerzać swoje horyzonty muzyczne i przesłuchiwać nie zgrane jeszcze płyty. Teraz z kolei jedyną okolicznością, kiedy takie podróże odbywam jest wyprawa wakacyjna na ukochane Bałkany. Wtedy jestem tak podekscytowany, że wolę „ryczeć” w takt znanych i lubianych piosenek. E-book? Temat u mnie jak najbardziej na czasie. Kilka tygodni temu poważnie zastanawiałem się nad kupnem czytnika. Rozważałem za i przeciw, ale zwyciężył czynnik ekonomiczny. Jak już wspomniałem gros moich nowych odkryć czytelniczych pochodzi z biblioteki (czytaj „jest bezpłatna”). Po zakupie czytnika aby usensownić jego zakup musiałbym zacząć książki kupować. Tak, tak, wiem, wiele osób kupuje czytnik właśnie po to, żeby za książki NIE płacić 😉 Ja jednak takiemu podejściu mówię zdecydowane NIE! A skoro miałbym płacić, to po co, skoro mogę je mieć za darmo? Reasumując, jednego i drugiego nie używam, dlatego jakakolwiek inna odpowiedź niż „nie wiem”, byłaby równie sensowna jak moje dywagacje, czy moim kolejnym prywatnym odrzutowcem będzie Boeing czy Airbus.

Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?

Pamiętam, jak w czwartej czy piątej klasie podstawówki (jeszcze tej starej, 8-klasowej) wymienialiśmy się własnymi pamiętnikami. Oczywiście oprócz własnego wpisu przeglądało się te poprzednie, „czyjeś” i pod pytaniem o ulubioną książkę 90% wpisów pokrywało się – „Dzieci z Bullerbyn”. Przy mrocznych „Antku”, czy „Janko Muzykancie” ta książka musiała robić wrażenie, nie ukrywam, że także i na mnie 🙂 Natomiast innym utworem jaki do dziś pamiętam, była jedna z baśni Andersena – „Krzesiwo”. Któreś z rodziców nieopacznie mi ją przeczytało (pewnie dlatego, ze jest jedną z krótszych ze zbioru) i od tej pory często o nią prosiłem. Ciekawa sprawa jak na pięcio- czy sześciolatka, tym bardziej, że, w telegraficznym skrócie, jest to rzecz o żołnierzu, który za konszachty z czarownicą i nazbyt częste nocne wizyty u pewnej księżniczki zostaje skazany na powieszenie 🙂

Którą z postaci literackich cenisz najbardziej? Nie mam niestety ulubionej postaci. Jestem zdania, że im bardziej charakterystyczny bohater, tym, niestety, bardziej przerysowany i mniej prawdziwy. Dlatego łatwiej będzie mi wskazać określony typ osobowości niż konkretne indywiduum. Stawiam na postaci w rodzaju męskich bohaterów „współczesnych” powieści Pamuka. Młodzi, poszukujący, rozdarci między przywiązaniem do tradycji a pędem „ku nowemu”, jak Osman z „Nowego Życia”, wszystkie postaci z kapitalnego „Domu Ciszy” tego samego autora., albo Kemal z kairskiej trylogii Mahfuza. Inny typ, którego rys charakterologiczny mi odpowiada to postać typu „kafkaesk”– czyli zagubiona, osaczona przez schierarchizowaną strukturę.

Uff… To by było na tyle. Jeśli macie ochotę podyskutować lub chcecie poznać odpowiedzi na jeszcze dyskretniejsze pytania 😉 zapraszam do komentarzy oraz na priv. Natomiast zgodnie z łańcuszkowym charakterem zabawy, chciałbym poznać odpowiedzi na w/w pytania szanownych fellow blogerrów:

– magdulenki piszącej o jej „szkiełkach”

– belora z „pachnącego bloga belora”

– Niszki z „Perfum Niszowych”

– piratha z „perfumomanii”

Wesołych Świąt!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam, moim obecnym, byłym i przyszłym czytelnikom, radosnych świąt w rodzinnym gronie, spokoju ducha, przynajmniej w ciągu tych kilku magicznych dni, spełnienia marzeń oraz najlepszych zapachowych wspomnień związanych z  przepyszną wigilijną kolacją.

Znak życia

Witam serdecznie po długiej przerwie. Była niestety dłuższa niż planowałem, ale udzieliła mi się chyba depresja pourlopowa i powrót do codzienności po kilku tygodniach sączenia drinków i pluskania się w ciepłym morzu okazał się boleśniejszy niż przypuszczałem… Na szczęście w końcu się udało i wszyscy moi fani (hahaha) znowu będą mieli okazję  zagłębiać się w mych profetycznych tekstach na temat perfum i nie tylko 😉 Nowe recenzje już wkrótce…

Apel do bloggerów!

Choć bloguję od niedawna, to środowisko perfumowych pasjonatów, w ciągu tych kilku zaledwie tygodni, wydawało mi się być gronem, które wzajemnie się wspiera, motywuje i brzydzi się wzbudzaniem taniego poklasku kosztem innych. Okazuje się, że są jednak osoby, które mają całkiem odmienny pogląd na te sprawy, dla których ilość odsłon i pozycja w rankingach jest ważniejsza niż sympatyczne relacje w, jednak dość hermetycznym, środowisku. Wcześniejszych zajść między Państwem, które podobno miały miejsce, nie chcę i nie będę komentować, ponieważ z zasady nie wypowiadam się o rzeczach, których na własne oczy nie widziałem i w których jedynym orężem jest słowo przeciwko słowo. Tu jednak zareagować muszę, bo istnieją pewne granice dobrego smaku. Poniżej apel Sabbath redagującej blog „Sabbath of Senses”, który w całej rozciągłości popieram.
———————————————————————————————————————

Bloggerko! Bloggerze!

Tworzysz bloga, inwestujesz w niego swój czas, wiedzę, umiejętności, pasję? Tworzysz markę rozpoznawalną dla Twoich czytelników? Czujesz, że masz swoje miejsce w wirtualnej rzeczywistości?

Ilu z Was zastrzegło nazwę bloga, zarejestrowało domeny (z różnymi końcówkami) z tą nazwą?
Niewielu, prawda? Na tym polega istota blogowania: mamy miejsce w sieci, w którym bez opłat dzielimy się swoją pasją i talentem.

A teraz wyobraźcie sobie, że właściciel innego bloga rejestruje domenę z nazwą miejsca, o którego renomę tak długo dbacie i umieszcza tam odsyłacz do siebie.

Właśnie spotkało to mnie.
Właściciel bloga Nie Muzyczna Pięciolinia Marcin Budzyk wykupił domenę z nazwą bloga Sabbath of Senses, którego prowadzę od 2008 roku i umieścił tam przekierowanie na swojego bloga, na którym wielokrotnie mnie oczerniał.

Proszę, nie publikujcie tego adresu na forach, żeby nie przesuwać go wyżej w wyszukiwarce. Korzystajcie ze skanu.

Prawo pozwala na rejestrowanie domen o dowolnej, niezastrzeżonej nazwie. To, co powstrzymuje ludzi przed kradzieżą cudzej nazwy to zasady. Wiemy jednak, że istnieją ludzie, którzy ich nie mają.

To się może zdarzyć każdej i każdemu z nas. Bez względu na to, na jaki temat piszemy – zawsze może znaleźć się ktoś, kto będzie usiłował pasożytować na Naszej pracy. Nie pozwólmy na to!

Piszcie o tej sprawie na swoich blogach, wywalajcie kolesia z blogrolla, informujcie kogo się da – niech potencjalny kolejny cwaniak wie, że takie zachowanie oznacza internetowy ostracyzm. Zareagujmy tak, żeby każda kolejna pijawka, której przyjdzie do głowy taki numer miała świadomość, że nie warto.

Dziękuję
Sabbath

Dlaczego dla mas?

Parafrazując słowa miłościwe nam panującego prezydenta – Kiedy ktoś pyta mnie – dlaczego taka nazwa dla bloga – odpowiadam. 🙂

Będąc czytelnikiem kilku innych perfumowych blogów zauważyłem, że wraz ze wzrostem perfumowych doświadczeń ich autorów zanikają na tychże recenzje perfum szeroko dostępnych. Nie jest to oczywiście krytyka – wraz z poszerzeniem olfaktorycznych horyzontów długa i uginająca się pod rzędem buteleczek półka okazuje się zaskakująco uboga. Trzeba jednak pamiętać, że wiele zapachów „mainstreamowych” jest w perfumeriach stacjonarnych nieobecnych, a brak recenzji na blogach sprawia, że pozornie łatwo dostępne, stają się większą niewiadomą niż nie jedno pachnidło niszowe.

Ja, póki co, świadomie  z niszy rezygnuję. Przede wszystkim – nie stać mnie na nią. Może nie tyle nie stać na jej testowanie, bo koszt odlewki jest akceptowalny,  co raczej na używanie. Mając do wyboru w podobnej cenie butelkę świetnych perfum ogólnodostępnych i 10ml odlewkę wybiorę tą pierwszą. I choć przy dziełach „niszowych”, nie skrojonych na miarę przeciętnego gustu, na pewno łatwiej o zapachy wybitne, to jednak boję się sytuacji, gdy perfumy zawładną moją duszą, a stać mnie będzie na nędzne kilka mililitrów wystarczające ledwie na kilkukrotne użycie. To była wersja oficjalna. Nieoficjalna jest taka, że boję się dać pochłonąć bez reszty swojemu, jednak dość nietypowemu, hobby. Na razie więc używam tego co dla „ludu”, „mas”, „gawiedzi” i o tym też będę pisał. Na razie… 🙂

Przywitanie

Witam serdecznie!

Od dziś tutaj będę opisywał swoje perfumowe impresje. Dotychczas robiłem to na portalach perfumiarskich, w komentarzach perfumowych blogów oraz na forach zrzeszających osoby olfaktorycznie „zakręcone”, ale przy sporej liczbie rzeczy już przewąchanych zaczyna mnie męczyć nieład i nieuczesanie moich związanych z perfumami myśli. Nie ukrywam więc, że blog ten jest przede wszystkim dla mnie, aby swoją, wciąż nikłą, znajomość zapachowego świata uporządkować i usystematyzować.  Jeśli jednak ktoś jeszcze skorzysta z mojej grafomanii, a i niechże spróbował skomentować, będzie mi szalenie miło.