Adolfo Dominguez Vetiver Hombre

Adolfo Dominguez jest hiszpańskim projektantem mody pochodzącym z zielonej Galicii, gdzie w latach 70-ych XX w. objął po ojcu zakład krawiecki. Samo szycie przestało jednak wystarczać młodemu Adolfo, który już kilka lat po przejęciu zakładu otworzył w rodzinnym Ourense pierwszy sklep ze swoimi kreacjami. Postać symbol hiszpańskiej mody – jako pierwszy Hiszpan otworzył własny butik modowy w Madrycie, w końcu jako pierwszy wprowadził na madrycką giełdę akcje spółki z branży „fashion”. Postać ikona. Takiego sukcesu i popularności trudno nie zdyskontować komercyjnie wypuszczając sygnowany swoim imieniem zapach, na którym można się dorobić. Tym bardziej, że popularność kreacji pana Adolfo jest w Hiszpanii ogromna, o czym świadczy liczba sklepów i ich lokalizacja nawet w niewielkich mieścinach. I tak tez się stało w roku 1990. Firma oczywiście zleca produkcję zapachów kosmetycznemu molochowi, rodzimej grupie Puig. Kompozycja o której dziś mowa pochodzi z roku 1998 i jest rozwinięciem koncepcji kolekcji naturalnej, której pierwowzorem był, w tej chwili już klasyk hiszpańskiej szkoły perfumeryjnej – Agua Fresca. Pierwsze męskie perfumy Adolfo Domingueza od czasów premiery wielkiego hitu, jakim niewątpliwe stał się klasyk (do dziś lider na rynku perfum w Hiszpanii), musiały być towarem wyczekiwanym. Tym razem postawiono na autorską interpretację jednego ze sztandarowych składników współczesnych, męskich perfum, czyli wetywerii. Czy spełniły oczekiwania?

Zaczyna się Vetiver zupełnie niewetiwerowo, albowiem cytrusowo-ziołowym akordem przywodzącym nieco na myśli L’eau d’Issey Pour Homme. Podobnie jak tam, mamy cierpką bergamotę przypruszoną ziołowym, lawendowym pyłem. Całość daje wrażenie pylistej, ziemistej, cierpkiej cytryny i taki też charakter zachowuje w pozostałej części projektowania na skórze. Przejawiają się też momentami świeże nuty detergentowe a’la Cool Water, nadające momentami wrażenie sztuczności. W sercu zapach staje się nieco cięższy, bardziej zawiesisty, w końcu, za sprawą jaśminu, duszący nawet. Nadal ani śladu wetiweru. I kiedy spragniony woni trawska czekam na zielone uderzenie, jedyne co dostaję to szybki i smutny finisz. Zapach zaczyna niebywale szybko gasnąć, traci impet, projekcja zmniejsza się zdecydowanie w stosunku do pierwotnej, pylisto-zielonej bryzy. Jakaś wątła smużka świeżo rozciętej cedrowej szczapy i to by było na tyle. Generalnie nie ma wielkich powodów do narzekań, ale i zachwycać nie ma się czym. Ot, dość świetlisty, świeży, zielony zapach. Jedno tylko nie daje spokoju – GDZIE JEST K…A WETIWER?🙂 I projekcja i trwałość stoją na przeciętnym poziomie, a więc ok. 5 godzin dość wyraźnie wyczuwalne na skórze, a kolejne 2 to już „jazda na oparach” unosząca się kilka centymetrów nad skórą.

Ciekawe, że nazywając pachnidło Vetiver, można z tego składnika zrezygnować. Oczywiście jest tu gdzieś wetiwerowy cień, ale kompletnie nieoczywisty. Owszem, można bazować na założeniu, że zielony, rześki, trawiasty, świeży równa się wetiwerowy, ale nie przesadzajmy. Produkując pachnidło pod nazwą składnika X spodziewam się, że, w mniej lub bardziej oczywisty sposób, ten składnik się w tychże perfumach znajdzie. Mamy więc paradoks, bo znam perfumy bez udziału wetiweru (Mugler Cologne na ten przykład), które, nie zawierając wetiweru w składzie, lepiej oddają woń rzeczonego składnika od zapachu, który już z samego założenia ma go interpretować. Tu jest jedynie blady wetiwerowy cień pojawiający się chyba tylko dzięki imaginacyjnej próbie doszukania się go tam, gdzie tak de facto go nie ma🙂 To znacznie ogranicza grono potencjalnych nabywców. Wetiwerowi psycho-fani (są tacy, zapraszam na perfuforum😉 ) nie znajdą tutaj nic dla siebie, a dla osoby postronnej, kupującej perfumy dla samej radości „pachnienia” chyba wszystko jedno, czy nazwiemy perfumy per „Vetiver”, czy też per „Świeżość for Men”. Dla producenta ta druga nazwa byłaby o tyle lepsza, że uczciwsza…

Technikalia:

głowa: lawenda, kwiat pomarańczy, neroli, bergamotka, rabarbar, mandarynka

serce: jaśmin, lilia, goździk

baza: wetiwer, paczula, cedr, ambra, skóra, gleba

nos: ???

data powstania: 1998

2 thoughts on “Adolfo Dominguez Vetiver Hombre

  1. Szkoda. Skłonna jestem pochylić się nad każdym zapachem z wetiwerem w tytule. Ale liczę na wetiwer w takiej sytuacji.
    Nie, nie jestem psychofanką. Ale lubię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s