Caron Pour Un Homme

Dzisiejszy wpis nie może się obyć bez wstępu. No bo jakże pisać o perfumach marki Caron i nie wspomnieć o „dinozaurach” perfumerii? Założony w 1904 roku przez Ernesta Daltroffa Caron posiada bogatą historię w branży perfumeryjnej i wciąż trzyma się wizerunku prawdziwego „domu perfumowego”, czego niestety większość podobnych przedsiębiorstw już dawno się wyrzekła. Caron wciąż pozostaje całkowicie oddany zapachom i jest jedną z ostatnich marek, która posiada w swojej strukturze instytucję „nosa” (Richard Fraysse), czyli osoby odpowiedzialnej za zapachowe kreacje. Sama firma chwali się na swoich stronach, że jest jedynym domem perfumowym, którego poczynaniami sterują perfumy same w sobie, nie będąc jedynie dodatkiem do sekcji „fashion”. W niektórych miejscach w sieci można natknąć się na informację, że dzisiejszy bohater, Pour Un Homme, który wylansowano w 1934 roku, był pierwszymi perfumami przeznaczonymi wyłącznie dla mężczyzn. Jest to spora przesada i bardzo łatwo zweryfikować tę informację patrząc chociażby na datę wyjścia na świat Mouchoir de Monsieur od Guerlaina, co nie zmienia jednak faktu, że PUH to jedna z legend pod tytułem „klasyczny męski zapach”. Czy, wciąż dostępny, do tego w bardzo przyjaznych cenach, zapach Carona wytrzymał próbę czasu?

Spis nut opublikowany na oficjalnej stronie Carona, w przeciwieństwie do oryginalnego składu, w którym roi się od składników, mówi jedynie o lawendzie i wanilii pozostawiając wiele znaczące niedopowiedzenie w postaci wielokropka. Nic więc dziwnego, że od pierwszej sekundy po aplikacji na skórę poczujemy ostrą lawendę. Na początku uwypuklony jest jej ziołowy, ostrzejszy charakter. Wrażenie ziołowości zapachu, niemal aptecznej, potęguje wyraźnie wyczuwalny w kilka sekund po opadnięciu na skórę rozmaryn. Nie jest to szczególnie oryginalne i raczej typowe dla wód kolońskich – oczywistym odwołaniem jest „Woda Królowej Węgier”, gdzie pojawiała się podobna para. Zdecydowane otwarcie jednak stopniowo łagodnieje i do głosu dochodzić zaczyna kwiatowa natura lawendy – z czasem mamy mniej twardych, zielonych łodyg, a więcej fioletowego kwiecia. Nic jednak nie trwa wiecznie, a tym bardziej ulotna, lekka molekuła lawendy. Jak wiadomo, do tanga trzeba dwojga, a tym drugim składnikiem, potrzebnym właśnie po to by przedłużyć krótkie życie zapachu lawendowych gałązek jest wspomniana wcześniej wanilia. Niepostrzeżenie dotarliśmy w ten sposób do fazy serca, gdzie w żadnym razie słodka, raczej kremowa, wanilia, ociepla medyczną, sterylną nutę lawendy. Ona jednak wciąż tu jest, ale dzięki włożeniu jej w kremowe ramy, jeszcze bardziej uwypukla się jej kwiatowy charakter. Całość nie zmienia się zbyt mocno i zdecydowaną większość czasu, kiedy perfumy „żyją”, mamy do czynienia właśnie z mieszanką budyniowej, delikatnej wanilii z nutami kwiatowymi. Pod koniec do tańczącego dostojnie, bez nowoczesnych „wygibasów”, duetu dołącza się lekkie, acz męskie, piżmo, by w ramach odbijanego zaopiekować się zmęczoną już trochę wanilią. Blisko skóry, ostatnie dwie, trzy godziny prowadzi do ostatecznego finału. Dopiero finisz lekko tonuje mocną projekcję zapachu, a trwałość jest mocną stroną Carona i kształtuje się na poziomie 10-12 godzin.

To co stanowi znak rozpoznawczy Pour Un Homme to właśnie wspomniane wyżej duo lawendy i wanilii. Nut, zdawało by się, kompletnie sobie obcych – ta pierwsza lekka, aromatyczna, raczej orzeźwiająca, druga zaś orientalna, ciężka, ciepła. Ich połączenie daje jednak znakomity efekt idealnie zbalansowanego akordu. Wanilia „podkręca” naturalną, kwiatową słodycz lawendy, a ta w zamian pozbawia wanilię typowej dla niej ciężkości i słodyczy i nadaje jej kremowy, balsamiczny charakter. Powracając do pytania ze wstępu, moim zdaniem PUH nie tylko wytrzymuję walkę z czasem, ale nawet wpisuje się we współczesne perfumiarskie trendy. No bo mamy tu przecież i ultranowoczesne, minimalistyczne podejście do tematu czyli zdecydowane skupienie się na dwóch jedynie składnikach toczących ze sobą walkę i pojawiających się naprzemiennie, a także postawienie na nuty „niemęskie” – kwiatowe uwypuklenie charakteru lawendy oraz ciepła wanilia. Oba te trendy trendy i szansę na sukces perfum we współczesnych warunkach dostrzegli nawet marketingowcy Carona i od pewnego czasu twarzą zapachu nie jest już nobliwy dżentelmen w mocno nie wyjściowym garniturze, ale francuski rugbysta Sebastien Chabal, zwany przez kibiców, pieszczotliwie, „jaskiniowcem”. Zapach Pour Un Homme nie do końca, według mnie, koresponduje z tego typu, pierwotnym, silnym, typem męskości, bo to jednak zapach ciepły, otulający, dający raczej poczucie bezpieczeństwa niż zachęcający do hulanek, morderstw i gwałtów. Jest przy tym jednak wyjątkowo uniwersalny, a i lubiące ziołowe akcenty panie powinny się w jego oparach znakomicie odnaleźć. Klasyk drodzy państwo, klasyk.

w dwóch słowach: zaskakująco współczesna lawenda z wanilią

Technikalia:

głowa: lawenda, rozmaryn, bergamotka, cytryna

serce: szałwia, róża, drzewo różane, cedr

baza: wanilia, bób tonka, piżmo, mech dębowy

nos: Ernest Daltroff

data powstania: 1934

12 thoughts on “Caron Pour Un Homme

  1. Pour Un Homme to bardzo dobry, wyrazisty zapach. Lubię to!😉
    Natomiast druga z kolei ilustracja (a trzecia, jeśli liczyć logo marki) sprawiła, że przysłowie „wylać dziecko z kąpielą” nabrało dla mnie podejrzanie dosłownego znaczenia… ;)) Wariacka wyobraźnia.🙂

    • Tytuł artykułu z The Sun, (czyli jednego z największych szmatławców, pewnie nie tylko Wysp, ale i świata) gdzie znalazłem to zdjęcie, głosił „French monster eats babies”, tak więc wyobraźnie masowa jest jeszcze bardziej „wariacka”.

  2. Bardzo ładna recenzja, domurst. Przypomniałem sobie dzięki niej ten zapach i szczerze mówiąc nabrałem na niego chęci. Doskonale nada się „do pościeli”, gdy już wykończę Pour Monsieur Chanel.🙂

  3. Bardzo przyjemnie się czytało😉 Perfum nie znam i jakoś mnie do Caron’a nie ciągnie po moim niefortunnym spotkaniu z L’Anarchiste (fuuuj!), lawenda i wanilia hmmm nigdy razem nie miałem okazji powąchać…

    • Z pozoru do siebie kompletnie nie pasują, ale tu zaskakująco fajnie ze sobą grają. I to bez wyczuwalnego udziału składników trzecich. Jednak polecam testy, chociażby po to by sprawdzić skąd się wziął taki Le Male na przykład🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s