Azzaro Acteur

Dziś po raz kolejny o perfumach rzadko widzianych, rzadko używanych i pewnie jeszcze rzadziej kupowanych. Mowa oczywiście o tytułowym „aktorze”. Zapach, który wprowadzono na półki perfumerii w 1989, musiał być trudny start, jako że były to pierwsze męskie perfumy Azzaro po premierze klasycznego Azzaro PH, który stał się, już od premiery, nie tylko komercyjnym hitem i perfumowym symbolem lat 80.-ych, ale i kamieniem milowym w historii męskiej perfumerii selektywnej. Tak długie oczekiwanie na kolejny perfumowy wypust pokazuje też małe wahania ówczesnych trendów – potrzeba było 11 lat by klasyk się znudził i spowszedniał. Zmilczę oczywiście jakiekolwiek porównania do współczesnego tempa „wystrzeliwania” nowości i kolejnych wersji tej samej wody (choć akurat domowi Azzaro zarzucić tego nie można). No ale wróćmy do Acteura, bo to on jest bohaterem dzisiejszej opowieści…

Acteur „rozpoczyna się” bardzo charakterystycznie. Już, spotykana przecież często w męskich perfumach, gałka muszkatołowa jest inna niż zwykła – bardziej ostra, gorzkawa. To pewnie dzięki zastosowaniu tzw. „macis”, a więc nie klasycznie używanych w kuchni sproszkowanych nasion muszkatołowca, ale ich osnówek,  łupinek które otaczają mielone później nasionko, zwanych także kwiatem muszkatołowym. Czujemy więc przede wszystkim przyprawowość, którą dodatkowo potęguje gorzki tatarak i zastosowanie ziela angielskiego. Nie ma tu delikatnej goryczki, którą czujemy gdzieś na końcu języka – to autentyczna zielono-przyprawowa gorycz, która atakuje agresywnie przez około 15 minut. Po tym czasie zapach się wygładza i łagodnieje. Do głosu zaczynają dochodzić nuty serca, a przede wszystkim jedna konkretna, która jest znakiem rozpoznawczym tego pachnidła. Chodzi tu oczywiście o różę. Nie taką jaką czuć w męskim Ungaro III czy niszowcach w rodzaju Black Aoud od Montale. Nie ma tu więc ani grama pylistego, herbaciano-różanego ciężaru i gęstego pyłu. Róża w Acteurze jest prawdopodobnie jeszcze nie dojrzała i mocno zroszona wodą, dosłownie nią ociekająca, nie tyle wilgotna, co mokra. Postawiono na uwypuklenie męskiego charakteru tego kwiatu, a więc mniej jest tu kwiatowej słodyczy a więcej, wciąż kwiatowej, zieloności. Tak jakby zmieszać płatki rózane z zieloną pulpą mielonych kolców i listków. Mimo zastosowania składnika stereotypowo damskiego ani przez chwilę nie ma cienia wątpliwości, że mamy do czynienia z męskim zapachem. Wodnistość i zieloność róży jest uwypuklona delikatną goryczką aby zredukować jej kobiecy, kwiatowy charakter. Całość jest bardzo naturalna i bez wątpienia męska, co jeszcze bardziej potęguje baza. Wciąż wyczuwalna mokra róża przechodzi stopniowo w tzw. akord Azzaro, czyli coś co jest ewidentnym nawiązaniem do wielkiego klasyka. Nie ma tu jednak cienia znanej z klasycznego fougere tonkowej słodyczy. Ale za to w pełni uwypuklony jest aspekt animalny, czyli skórzano-ambrowy, oczywiście na bazie utrwalającego i niosącego całość mchu dębowego.

Po 11 latach od premiery Azzaro PH, wyjście tego pachnidła na rynek musiało być delikatnie szokujące. Pamiętajmy jednak, że rok wcześniej na światło dzienne wypłynął Cool Water Davidoff’a, który o 180 stopni odwrócił panujący w męskiej perfumerii trend. I taki też chyba miał być Acteur – miał uwspółcześnić, odmłodzić i dostosować do ówczesnej mody klasyka. Na szczęście robi to w stylu daleko bardziej wyszukanym niż można by się spodziewać. Daleko mu do, masowo plagiatujących CW, nowych wodniaków, wpisuje się jednak w ówczesny nurt nadawania zapachom wilgoci. W tym przypadku, na szczęście, nie pozbawiając go jednocześnie suchej, klasycznej wytrawności ujawniającej się w bazie. Trwałość i projekcja jest już jednak o ton niższa niż w klasycznych perfumach męskich lat 80.-ych, ale i tak jest na poziomie więcej niż przyzwoitym – tak więc bardzo wyraźnie przez pierwsze kilka godzin, by później nieco osłabnąć, ale spokojnie być wyczuwalnym do ok. 10-12 godzin. Mimo długich lat od premiery i niewielkiej popularności nadal jest produkowany, ale próżno go szukać w sieciówkach – sprzedawany jest tylko jako kolekcja butikowa. To również daje sporo do myślenia a’propos klasy pachnidła. Na szczęście można znaleźć je również, w przyzwoitej cenie, w nielicznych perfumeriach internetowych. Czy jest lepszy od klasyka? Moim zdaniem nie, ale o to 99% procentom zapachów męskich będzie trudno. Takie porównanie jest jednak o tyle krzywdzące, że są to jednak zapachy różne. W męskiej perfumerii mainstream’u niczego podobnego w każdym razie nie znajdziecie i, moim zdaniem, warto „aktora” spróbować. A nuż odegra na waszej skórze „rolę życia”?

w dwóch słowach: mokra, zielona męska róża

Technikalia:

głowa: kwiat muszkatołowy, tatarak, bergamotka, kardamon

serce: róża, jaśmin, cedr, goździk

baza: mech dębowy, ambra, piżmo, skóra

nos: Maurice Maurin

data powstania: 1989

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s