Avon Christian Lacroix Absynthe for Him

Po długiej przerwie wracam do cyklu poświęconego pachnidłom od Avon’u. Dotychczas trafiało mi się recenzować tylko tzw. „kapiszony”, ale wśród ich perfumowej konfekcji trafiają się i całkiem niezłe strzały (dla szerszego obrazu odsyłam do mini testu popełnionego przez mnie ładnych kilka miesięcy wcześniej na Perfuforum fqjcior’a). Jednymi z perfum, które przypadły mi do gustu najbardziej, był Absynthe for Him sygnowany przez francuskiego projektanta, który podpisał się również pod pięknym, niestety już wycofanym z produkcji, Tumulte.

Już sam fakt, że postanowiono „poeksperymentować” ze składnikiem i zapachowym tematem absyntu, który rzadko pojawia się nawet u producentów niszowych, każe się nad tymi perfumami głębiej pochylić. Odpowiedzialność za własne słowa i czyny każe mi zacytować samego siebie (za wspomnianym wczesniej Perfuforum):

„Na mojej skórze start jest delikatnie zielony z dodatkiem cytrusów (co to jest nie wiem, ale na pewno nie cytryna czy pomarańcze). Z czasem zapach jest coraz głębszy i bardziej przyprawowo-wetiwerowy (stąd pewnie ta zieleń) – do głosu zaczyna dochodzić cierpka nuta absyntu, która z czasem łączy się z ciepłym i słodkawym ambrowym finiszem i dziwną ale intrygującą nutą, roboczo nazwijmy ją – „skarmelizowane żywice”. Zapach jest raczej wytrawny chociaż ambra z czasem dosładza i ociepla kompozycję.”

To co po blisko roku czuję, nie rózni się z grubsza od tego, co napisałem „kiedyś”. Przypominam, że to perfumy od Avon’u, które mają się spodobać jak największej liczbie potencjalnych nabywców, a nie kompozycja, która ma kogokolwiek skonsternować. I taki mniej więcej jest Absynthe od Lacroix. Jest raczej ciepły niż ostry, wytrawny w delikatny sposób – żadnych dzikich fikołków i ekstremów. Piołun najbardziej czuć w sercu zapachu, ale w żadnym momencie nie jest na pierwszym planie. Najpierw zagłuszają go zielone cytrusy, a ambrowa baza nadaje mu ciepła i nie pozwala rozwinąć skrzydeł mocnej goryczce. Trzeba oddać, że docierająca do nozdrzy woń jest szalenie złożona – czuć bogactwo wzajemnie przenikających się nut, na szczęście bez popadania w kakofonię zapachów. Kompozycyjnie bliżej mu więc do lat osiemdziesiątych XX w. niż do, często bardzo monotematycznej, perfumowej współczesności. Tak więc są i akcenty żywiczne, i jakiś delikatny, zielony podszept wetiweru, lepki owocowy syrop oraz cienka smużka dymu. No i gdzieś tam, pośród całej misternej obudowy, jest i absynt. Jest i nadaje kompozycji szlachetności.

Kolejna niespodzianka to trwałość. Wytwory Avon’u przyzwyczaiły, w przeważającej ilości przypadków, do poziomu znanego ze spray’ów marki Brise. W tym przypadku jest o niebo lepiej – przez pierwsze 7 godzin są dobrze wyczuwalne, by w ciągu ostatnich dwóch stopniowo wygasać utrzymując się już bardzo blisko skóry. 9 godzin to nie wynik na miarę Kourosa, ale w porównaniu do 1,5 godzinowego żywota np. Essence, nastraja pozytywnie. Zapach bardzo dobrze sprawdza się przy ujemnych temperaturach – jest jednocześnie cierpki, ale i słodki. Ta ambrowa słodycz, a raczej ciepło jakie od niej bije sprawia, że na lato czy wiosnę może być przyciężki. Moja poczatkowa opinia skłaniała się do zdania, że to zapach jednoznacznie męski, ale po głębszym namyśle uważam, że odważne Panie mogą śmiało próbować. No i na koniec jeszcze jeden cytat z Perfuforumowego domurst’a🙂 :

„Dla mnie zapach genialny, który spokojnie mógłby się znaleźć w portfolio perfum znanych projektantów. (…) Nie waham się użyć tego słowa – ARCYDZIEŁO”

Dziś, czyli kilka miesięcy i sto „przewąchanych” kompozycji później, muszę przyznać, że jest w tych słowach sporo przesady, ale nie aż tak znowu wiele by się kajać, bić w pierś i „odszczekiwać”. Avon’owski absynt to naprawdę uczciwy zapach, który nie musi się wstydzić konfrontacji z wieloma droższymi, wyżej pozycjonowanymi kompozycjami z perfumerii sieciowych. Lacroix robi dla absyntu to, co robi Malizia Uomo dla promocji wetywerii – podaje ingrediencję trudną, „niejadalną” dla przeciętnego użytkownika, w sposób przyswajalny i bardzo przyjemny. Nie oczekujcie więc po Absynthe niszowego ekstremum, czyli absyntu podanego na czczo nieświeżemu „poecie” w zadymionej XIXw. paryskiej kawiarni, ale raczej absyntowego drinka „z palemką”. Na tle współczesnego, najczęściej nijakiego mainstreamu, to naprawdę dobry zapach. W tej kategorii cenowej trudno mi wyobrazić sobie coś lepszego.

w dwóch słowach: zaskakująco dobra, delikatna wariacja na temat absyntu;

Technikalia:

głowa: bazylia, czarny pieprz, petitgrain, limonka

serce: figa, paczula, kardamon, irys, mirt

baza: wetiwer, ambra, jęczmień, piołun, labdanum

nos: ???

data powstania: 2009

2 thoughts on “Avon Christian Lacroix Absynthe for Him

  1. Od dawna miałam ochotę na testy. Choć zapach absyntu do mich ulubionych nie nalezy. W perfumach także. Po tej recenzji w końcu jestem zmotywowana. Dziękuję.🙂

    • Nie ma za co🙂 Absyntu jest tutaj tyle co wetiweru w Malizii Uomo – czyli jest, ale zręcznie wpleciony w strukturę zapachu. Tak więc nie będzie przeszkadzać nawet jeśli nie lubisz zapachu ziołowej wódeczki. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s