Salvador Dali Black Sun

Pisząc o perfumach sygnowanych nazwiskiem tak znamienitego artysty wypadałoby pewnie napisać o nim parę słów. Postaram się jednak ograniczyć jedynie do najważniejszych faktów, jako że mistrz Dali nie miał żadnego wpływu na proces twórczy „Czarnego Słońca” – gdy perfumy powstawały nie żył już od 20 lat…  Faktem jest jednak, że to on sam w 1985 roku udzielił francuskiemu konsorcjum COFCI (które później przemianowano na Cofinluxe) licencję na sygnowanie perfum własnym imieniem. Dali osobiście brał udział jedynie przy tworzeniu pierwszego zapachu marki – damskiego „Salvador Dali”, którego buteleczkę sam zaprojektował, a dodatkowo miał wpływ na obecność nuty jaśminu (jego ulubiony zapach kwiatowy) oraz róży (ulubiona nuta jego żony Gali). Salvador zwykł mawiać, że „spośród pięciu zmysłów, zmysł powonienia jest tym, który bezdyskusyjnie najlepiej wyraża znaczenie nieśmiertelności”. Można pokusić się więc o stwierdzenie, że Dali był światem perfum zainteresowany, choć niebagatelny wpływ na to miała perfumowa pasja jego żony, która podobno miała w swej kolekcji kilkaset flakoników. No ale, jak już powiedziałem na wstępie, w tworzeniu „Black Sun” mistrz nie mógł mieć niestety żadnego udziału. Trzeba jednak oddać kreatorom perfum SD, że trzymają się surrealistycznej stylistyki dość mocno i design oraz kampania reklamowa wpisują się całkiem nieźle w to z czym kojarzył się Salvador Dali. A czy same perfumy „trzymają” poziom?

„Black Sun” rozpoczyna się od akordu bazyliowego, jednak w niezbyt gryzącym, kuchennym wydaniu, a mocno stłumionym ambro-podobnym, słodkawym labdanum oraz akordem drzewnym. Wrażenie jest bardzo dobre – woń jest wyraźna, intrygująca, zdecydowanie męska. Już chwilę później ujawnia się sedno, motyw przewodni i dominanta zapachu, a mianowicie subtelne, męskie ujęcie wanilii obudowanej w pozostałe składniki. Ta obudowa powoduje, że zapach w żadnym momencie nie staje się nudnym, mdłym i monotematycznym „waniliowcem”. W sercu słodycz jest obudowana w gęstą żywiczność, co nadaje zapachowi specyficznej chropowatości, sprawia, że linia życia zapachu nie zmierza ku finałowi w smutnej jednostajnej hiperboli, a raczej czyni to setką małych skoków „góra-dół”. Podobne wrażenie zachowujemy zbliżając się do zejścia, w którym zapach dosładza jeszcze bardziej bób tonka, ale wciąż jest on rozedrgany, niespokojny, jakby chciał się wyrwać z kagańca klasycznego, trójakordowego ujęcia. Właśnie ta specyficzna chropowatość to moim zdaniem główny wyróżnik, i jednocześnie największy plus tego zapachu. Nawet podczas któregoś z kolei użycia potrafił zaskoczyć i ujawnić swoją wcześniej skrywaną twarz. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że już od samego początku woń jest mocno syntetyczna, lecz raczej w sposób „współczesny” niż „sztuczny”. Bardziej wynika to chyba z samego zamysłu stworzenia zapachu typu „modern” niż z jakości użytych składników, choć te, w co nie wątpię, najwyższej jakości nie są… Projekcja jak i trwałość nie pozostawiają już jednak żadnego pola do narzekań – jest i wyraźnie i dość długo, jak na dość tani quasi-drogeryjny zapach – utrzymuje się bez problemu 8-10 godzin.

Podsumowując – za relatywnie niską cenę otrzymujemy porządny zapach wpisujący się w nurt „nowoczesnego”, delikatnie syntetycznego perfumiarstwa. Również nazwa i przekaz marketingowy dość dobrze wpisują się w ogólny przekaz jaki niesie ze sobą zapach. Tytułowe „czarne słońce” rozumiem przez połączenie słonecznej radości, życia i optymizmu z pierwiastkiem „ciemnym” – smutnym, a niekiedy złym. I taki trochę jest ten zapach – niby słodka, cieplutka wanilia, ale jednak z żywicznym dodatkiem, ciemniejszym, gęstszym, bardziej tajemniczym. W różnych miejscach często porównuje się „Black Sun” z męskim „Code” i faktycznie czuć podobieństwo. To nie może być tylko przypadek, tym bardziej, że autorem obydwu kompozycji jest ta sama osoba. Moim zdaniem BS to jednak perfumy bardziej rozedrgane, o wiele bardziej niespokojne niż do bólu poprawny i totalnie bezpieczny i liniowy Armani. Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – „Czarne Słońce” nie jest zapachem przełomowym, oryginalnym, wyznaczającym nowe trendy – to po prostu dobrze wykonane, delikatnie magnetyczne perfumy we współczesnym stylu, które będą dobrym wyborem dla młodych osób, które nie chcą pachnieć groteskowo, ale również chcą się choć odrobinę wyróżnić. Także dla kobiet!

w dwóch słowach: nowoczesny, trochę niepokorny, magnetyczny zapach

Technikalia:

głowa: bazylia, cedr, labdanum

serce: szałwia, żywica jodłowa, geranium

baza: bób tonka, wanilia, wetiwer

nos: Antoine Lie

data powstania: 2007

8 thoughts on “Salvador Dali Black Sun

  1. Jeden z moich dawnych kolegów używał Black Sun, ale wtedy kompletnie mnie to nie interesowało. W ogóle cały mój z Czarnym Słońcem kontakt to jedno psiknięcie na blotter w perfumerii. Zapach wydał się zbyt stereotypowo męski, trochę fougère, zbyt świeży, a spodziewanych drewna i wanilii ani śladu. Z perspektywy czasu trochę wstyd, że nie dałam mu szansy rozwinąć się na skórze.😉
    Czas nadrobić zaległości.
    Przy okazji: urocze ilustracje.🙂

    • Świeży to on raczej nie jest. Dziwi mnie, że nie kojarzysz wanilii, bo jak dla mnie wanilią Black Sun stoi. Mnie w każdym razie dławi latem i idealny do użytku wydaje się być jesienią. Ale z wcześniejszych naszych swar😉 wnioskuję, że mamy nieco inne podejście do tematu „świeżości” i nawet czas nie jest w stanie zmienić tego początkowego, nieudanego, pardonnez moi, kontaktu🙂 Jest jeszcze jedna opcja – miałaś wtedy katar🙂

      • Moja „świeżość” jest zdecydowanie zwyrodniała.😉 Taki Fahrenheit jest dość świeży na przykład.. Dlatego kiedyś pisałam, ze mam z nią kłopot.🙂
        Katar mogłam mieć; teoretycznie zakatarzony człowiek nie ma po co wstępować za perfumeryjne testy, ale przecież chorzy i przeziębieni nie myślą racjonalnie.😉 Więc dlaczego nie?

      • Z tym katarem próbowałem sobie z ciebie okrutnie zażartować🙂 Ja całą późną wiosnę z powodu alergii mógłbym śmiało wykreślić z kalendarza perfumomaniaka, ale jednak coś tam czuć i nawet wtedy z lubością używam perfum, choć fakt, że bardziej zdecydowanych…

    • Liniowy i linearny to właściwie synonimy. Za słownikiem wyrazów obcych: „linearny – wyrażony za pomocą linii, składający się z linii, określony linią; liniowy”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s