Paco Rabanne Eau

Paco Rabanne w świecie perfumowym jest często postrzegany przez pryzmat zapachów dla bananowej młodzieży w rodzaju Ultraviolet, Black XS czy niesławnego One Million. Często zapomina się, że marka hołubiona przez współczesnych nowobogackich jest jednocześnie, aż po dziś dzień, producentem jednej z perfumeryjnych ikon lat siedemdziesiątych – Paco Rabanne Pour Homme – zapachu, który jest niemal definicją męskiego zapachu z kategorii fougere. Czasy i obyczaje wymusiły jednak eksperymenty nawet na takich legendach jak „zielony Paco” i tym właśnie sposobem w roku 2002 powstała Eau – umieszczona w identycznej kształtem, acz przezroczystej butelce, która z założenia miała być lżejszą, dostosowaną do współczesności wersją wielkiego oryginału. I od razu na wstępie – w poniższej recenzji niestety nie znajdziecie do niego odniesień… Z przykrością stwierdzam, że, choć próbowałem i pytałem wielokrotnie, nie udało mi się w żadnej z perfumeryjnych sieciówek w mojej okolicy trafić na tester zielonego protoplasty. W ślepych poszukiwaniach letniej zieleni udało się za to, choć nie ukrywam, że w ciemno, trafić na nowoczesną wersję w wyjątkowo przyjaznej cenie.

Tak więc zaczyna się Eau od lawendowego uderzenia. Jeśli naprawdę użyto tu cytrusów, jak podaje lista nut, to musiały to być ilości zupełnie śladowe. Rześka, nieskoncentrowana, rozwodniona lawenda, to składnik, który ujawnia się niemal natychmiast, nie dając się przebić innym akordom ani przez sekundę. Przyznać trzeba, że lawenda nie jest ulubionym składnikiem współczesnej perfumerii i tak jak kiedyś składnik ten kojarzył się z klasyczną perfumeryjną męskością, tak dziś ze świecą trzeba szukać opartych na tej nucie nowości. Wspominam o tym, ponieważ lawendowa nutka przewija się i w dalszej części uwalniania molekuł i czuć ją ładnych kilka godzin od aplikacji. W sercu zapachu do lawendowego aromatu dołącza się bazylia, która nadaje kompozycji bardzo lotną, zieloną, delikatnie warzywno-roślinną formę. Nieśmiałą próbę podjęcia olfaktorycznej „dyskusji” podejmuje też wetiweria dająca całości delikatnie ziemisty wydźwięk. To wszystko wciąż na tle wodnistej lawendy. Dopiero po kilku godzinach ujawnia się baza, która jest już niemal całkowicie wyprana z początkowej „fioletowości”. Utrwalacze i nośniki zapachu są tu dość typowe – czyli przede wszystkim piżmo, świeże, delikatnie skórzane wydanie ambry, nadające odrobinę słodyczy i jednocześnie cytrusowo-żywiczne olibanum oraz nieodzowny w fougere’ach mech dębowy (teraz już raczej jego syntetyczny odpowiednik). Trwałość, jak na świeżaka, jest mocno zachęcająca – perfumy nawet przy 30-stopniowych upałach trzymają się na skórze ponad 8h przy dość mocnej projekcji, która jednak, z racji na lekkość kompozycji, nie przytłacza.

Dla mnie ten zapach to ucieleśnienie idealnego „świeżaka” – nie opartego na cytrusach, a zatem nietuzinkowego i oryginalnego, czystego, naturalnego, cudownie roślinnego. Kategoria fougere, która najczęściej jest ucieleśnieniem bogactwa, zielonej ostrości i przeładowania składnikami tu zaserwowana została w zupełnie innym – świeżym i rześkim stylu. To mój osobisty typ na cieplejsze pory roku. Jego naturalność i zwiewność, sprawia, że doskonale sprawdza się nawet w tropikalnych upałach, kiedy nawet najlżejsze, oparte na cytrusach kompozycje mogą zmęczyć. W przypadku Eau mam nawet wrażenie, że im cieplej tym lepiej zachowują się na skórze. Na koniec ostrzeżenie – koledzy na forum donoszą o reformulacji zapachu. I choć równie dobrze może to być uniewrażliwienie powonienia na pewne składniki lub odmienność woni z różnych partii produkcyjnych, to jednak użytych w jednym z opisów domniemanej poreformulacyjnej wersji słów „cytryny i zielsko” nie użyłbym w stosunku do tego co czuję nawet ze spluwą przystawioną do głowy. Potwierdzenia rzekomej reformulacji nigdzie nie znalazłem, więc wypada mi tylko uwierzyć słowom aleksandra, tym bardziej, że to co zapamiętał z pierwotnej wersji zapachu zasadniczo pokrywa się z moimi odczuciami, które możecie przeczytać w recenzji powyżej.

w dwóch słowach: niesztampowy, roślinny świeżak dla fanów lawendy

Technikalia:

głowa: lawenda, bergamotka, cytryna, kwiat pomarańczy

serce: bazylia, pieprz, wetiwer, nuty drzewne

baza: mech dębowy, skóra, ambra, piżmo, drewno sandałowe, kadzidło

nos: Olivier Cresp

data powstania: 2002

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s