Tesori d’Oriente Ambra Indiana

Tesori d’Oriente to linia kosmetyków mających w założeniu oddawać atmosferę orientu. Zapachy sygnowane marką to kompozycje obudowane wokół jednej, konkretnej orientalnej nuty. Jedną z nich jest indyjska ambra. Zapach, który, jak zapewnia producent na odwrocie prostej metalowej tuby z tandetnym plastikowym korkiem, jest „cenny, rzadki i wyrafinowany (…) wytwarza kusicielską atmosferę (…) został stworzony poprzez dobór najświetniejszych i najcenniejszych składników zręcznie zmieszanych podczas długiej infuzji”. Ta, jasne… To wszystko na temat perfum za 30zł za 100ml produkowanych przez koncern, który ma jeszcze w swoim portfolio marki takie jak „Canforra delle Tigre” (zawieszki przeciw molom), „Stop” (środki przeciw komarom), „Rapida” (odpowiednik naszego „Kreta”), „Durban’s” (pasty do zębów) czy „WC 2000” (komentarz zbędny). Czarodzieje marketingu chyba jednak delikatnie się zapędzili… Co nie zmienia faktu, że pomysł na perfumy w zalewie innej taniochy niezły i oryginalny – od razu wiadomo, że będziemy mieli do czynienia z zapachami prostymi, nie skomplikowanymi, mającymi przywoływać orientalną atmosferę. W przypadku Ambry tak w istocie jest, ale po kolei…

Już od początku wiadomo, że skoro ambra to… ambra. Już po kilku sekundach od aplikacji ujawnia się i będzie dominować do samego końca, jednak nie monotematycznie, ale obudowana we „wspomagacze”. W otwarciu mam wrażenie, że pomagają słodkie owoce – jest to najświeższa faza zapachu, dość zwiewna, lekka, obudowana w nieco „bryzową” świeżość. Z czasem zapach się zagęszcza i do miękkiej, kremowej ambry dołączają się przyprawy. Zapach staje się bardziej suchy, pylisty – trudno powiedzieć co dokładnie nadaje tego wrażenia, ale jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest tu „gryzący” cynamon. Na tym etapie zapach ma słoneczną barwę bursztynu, jest złocisty, ale, jak było powiedziane wcześniej, jest jednocześnie gryzący, jakby chropowaty. Ta bursztynowość w końcu jednak gdzieś znika – z czasem ambrowa baza staje się coraz słodsza (wanilia?), ugrzeczniona, chropowata faktura staje się wygładzona długim słodkawym finiszem. To tyle a’propos samych woni. Opis byłby jednak niepełny, bez wspomnienia o jawnej syntetyczności i chemiczności zapachu. W otwarciu czuć dziwną nutę, przypominającą nieco chemiczny wyziew gazu, jakby wprost przeniesiony z taniego lakieru do włosów. Gryząca duszność serca zapachu też podszyta jest tanią chemią i dopiero pod koniec można odnieść wrażenie, że całość jest w miarę spójna i nie „pędzona” w laboratorium. Ekspozycja i trwałość jest, jak na produkt w tej cenie, porażająca. Spokojnie trzyma się na skórze ok. 10 godzin i niesie za „nosicielem” długi woal molekuł. A trzeba dodać, że oprócz wody toaletowej dostępna jest pełna linia zapachowa – żel pod prysznic, płyn do kąpieli, perfumowane mydełko, kremy i balsamy do ciała. Tak jest w przypadku każdego zapachu Tesori – wspomagacze są dostępne w podobnie niewygórowanych cenach i ich użycie najpewniej wzmocni jeszcze trwałość woni na skórze.

Czuć  wyraźnie, że składniki są marnej jakości i całość podszyta jest podrzędnym laboratorium. Jednak w jakiś sposób producentom zapachu udaje się na każdym etapie maskować prostą chemię w taki sposób, że w żadnym momencie szczególnie nie drażni. Latem sztuczność staje się bardziej ewidentna – w wysokich temperaturach woń jest  bardziej duszna, sucha, gryząca, użyte do „napędzenia” środki są bardziej wyczuwalne. W zimniejsze pory jest sporo lepiej – duszność detergentu odbieram wtedy bardziej w formie „chropowtaości” o której pisałem wcześniej. Ale jest jeszcze jedna sprawa, mianowicie „niedookreślenie” zapachu. Jest za mało męski, nie będąc jednocześnie zbytnio kobiecym. Wiem, że może brzmi to dziwnie, bo to chyba właśnie definicja idealnego „uniseksa”, ale mi brakuje tu elementu i jednoznacznie męskiego, z którym nosząc go mógłbym się identyfikować i jednoznacznie damskiego, który pozwoliłby go założyć kobiecie i nie odebrać jako zbyt męskiego. Pokrętne to trochę… No i na koniec – na pewno nie można odmówić zapachowi oryginalności. Jestem pewny, że na dolnym półkach drogerii nie znajdziemy nic równie „innego” i oryginalnego. Krótko mówiąc, niezły pomysł i przyzwoite, jak na ograniczone środki, wykonanie.

w dwóch słowach: chropowata, żywiczno-bursztynowa ambra dla każdego na chłodne zimowe wieczory

Technikalia:

głowa: ???

serce: ???

baza: ???

nos: ???

data powstania: ???

15 thoughts on “Tesori d’Oriente Ambra Indiana

    • Oczywiście jest atomizer. A piżmo mają niezłę – dodam, że to ulubione piżmo mojej narzeczonej – porównując do innych z „dolnej półki” (Musk Collection, Jovan, Body Shop) zdecydowanie najładniejsze. Parę dni temu kupiłem dwie buteleczki, druga dla mamy bo też jej się spodobało🙂

  1. O proszę. A dla mnie to prosty, słodki, dość przyjemny stworek.😉 Do tego dość wyraźnie bursztynowy (nie tyle ambrowy, ale bursztynowy właśnie). Taki trochę bałtycko-wakacyjno-jarmarczny. I bardzo gładki, wręcz kremowy (czyli kobiecy?). Przyjemna w obyciu, błoga bezjajeczność pachnidła. Co potrafi zdziałać chemia skóry!🙂

    • Prosty to on jest, słodki takoż, tyle że chyba trochę zbyt syntetyczny jak na mój gust i to chyba właśnie ta syntetyczność nadaje mu „chropowatości” – zimą tak tego nie czuję, ale w temperaturach >10-15 C jest dla mnie właściwie nie do noszenia. Mi też się wydaje, że bardziej kobiecy niż męski, z kolei kobiety, które znam, a które znają AI twierdzą, że zbyt męski… I weź tu dogódź wszystkim – nawet taka taniochą za 22zł się nie da🙂

  2. dla mnie ten zapach jest przede wszystkim nieautentyczny… wieje tu tanim, chemicznym zamiennikiem, a nie ambrą… zapachy skupione na jednym akordzie głównym to swoista pułapka dla producenta… jeśli ktoś się na taki zapach porywa, musi być świadom, że nuta przewodnia musi być najczystszej wody i najwyższej jakości.. w końcu to główny temat kompozycji… a tu z tym bardzo krucho… udający ambrę składnik nie jest najwyższych lotów i bardzo to czuć… również towarzyszące mu wypełniacze są jak to ładnie ująłeś chropowate…
    ostatnio chciałem ten zapach opisać na łamach swojego bloga, ale spasowałem, bo naprawdę nie ma tu o czym pisać… kiepskiej jakości chemikalia, namieszane w mało przekonywujący sposób…

    • Właściwie się zgadzam, ale musisz przyznać, że jak na perfumy za 25zł to wyróżniają się in plus. Oczywiste, że użyte składniki nie będą najwyższych lotów, ale zapach jest na tyle różny i tak dalece „odjechany” w stosunku do Bi-Esów itp., że, moim zdaniem, to wciąż nie najgorsza inwestycja. Tym bardziej, że mają tych zapachów więcej i inne są również całkiem przyzwoite.

  3. mam od Ciebie dwie próbki Tressori… pachną do siebie podobnie… to tak jakby baza zapachowa była niezmienna, a zmieniał się jedynie temat przewodni… raczej nie podejrzewam producenta odświeżaczy do toalet o stosowanie tak subtelnych metod identyfikacji ich zapachów na podstawie tła zapachowego, sądzę że to raczej lenistwo i wygoda…

    • Dla mnie baza Ambry i Legno di Guajaco są zupełnie inne i nie widzę podobieństwa. Znam też kilka innych zapachów Tesori (głównie damskich) i nie zauważyłem cech wspólnych dla którychkolwiek z ich zapachów – są monotematyczne i skrajnie różne. Za to ciekawe jest to, że chwilę wcześniej pisałeś o tym zjawisku w pozytywnym kontekście w świetle Elleny😉 Dlaczego u niego jest to zjawisko chwalebne a tu (choć tak jak wcześniej – ja tych wspólnych akcentów nie czuję) się na to skarżysz?🙂

  4. napisałem przecież że owszem podobieństwo bazy czuję, ale nie uważam go za zamierzone, na co powód też podałem😉

  5. Pingback: Tesori d’Oriente – Guajaco, czyli niewiele za zbyt wiele… « perfumomania

  6. Przepraszam wszystkich których urażę.Jeżeli myślicie że ci wszyscy wielcy producenci dodają naturalnych substancji to grubo się mylicie.Wystarczy np do ambra i szafran tessori de oriente dodać np A”Man -Zary powiedzmy pół na pół w fiolce np po 5 psiknięć i dać jeszcze kroplę olejku pieprzowego np z Mazideł i odrobinę labdanum-tyle co jena kropla i porządnie rozpuścić i ciekawe czy zgadniecie co to za kopia powstanie?A powstanie ładna i prawie wierna.To jedyna firma która bierze kasę za produkt a nie za całą otoczkę.

    • Jeśli pijesz do mnie, to oświadczam, że jestem świadomy używania syntetycznych zamienników przez wszystkie domy perfumeryjne. Niektórych naturalnych składników nie można używać z powodu ograniczeń nakładanych przez ekologów, inne są w oryginale absurdalnie drogie. Natomiast prawie na pewno jakość tych odczynników też bywa różna.
      Oczywiście zgadzam się, co do bardzo dobrej relacji cena/jakość pachnideł ze stajni Tesori, niemniej jednak bedę się upierał, że nie jest to kompozycyjna pierwsza liga😉 Jeszcze jako ciekawostka (na temat) – w filmie dokumentalnym o pracy J. C. Elleny podano, że koszt samej cieczy we flakonie perfum to nie więcej jak 10% ceny sklepowej… No ale przecież perfum nie produkuje się dla naszej przyjemności a po to by na nich zarobić…

  7. nie od dziś wiadomo, że branża kosmetyczna jest jedną z najlepiej zarabiających ze względu na marże, skoro można wyprodukować produkt, który w biedronce kosztuje 5zł, a producent jeszcze na tym zarabia to o czymś świadczy. Zaraz mnie zakrzyczycie, że 5zł to nie ta sama półka, ale na dzień kobiet i przed Wielkanocą były w Lidlu markowe perfumy w cenach niespotykanych na allegro

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s