Cartier Declaration

Znana postać, jedna z ikon współczesnej perfumerii, jako autor kompozycji oraz luksusowa marka Cartier, producent biżuterii i zegarków tak pięknych, jak drogich, zwarli szyki i wspólnie zaproponowali perfumy o nazwie Deklaracja. To chyba najłatwiej dostępne i najpopularniejsze perfumy męskie marki Cartier. Dziś przyjrzę się, co takiego nam oferują, by nie rzec, deklarują…

W otwarciu pierwsze skrzypce grają cytrusy z wyczuwalną, suchawą, ale i zieloną zarazem nutką brzozową. Rola cytrusów jest jednak mała i ogranicza się do kilkunastu minut radosnych podrygów, by, bardzo zauważalnie, przenieść się do serca zapachu, w którym do głosu dochodzą przyprawy. I choć jest tu i kardamon, i imbir, a nawet pieprz, to tak naprawdę nie wyczuwam ich z osobna. Natomiast razem tworzą miks stanowiący kwintesencję subkontynentu indyjskiego – KMIN! Nie mowa tu oczywiście o czeskiej pieczeni w sosie z towarzystwem knedlików i horrendalnych ilości kminkowych „bananków”, a kminie rzymskim – przyprawie u nas raczej trudno dostępnej w stanie surowym, będącej głównym składnikiem hinduskich mieszanek curry i garam masala. Dla wrażliwców i miłośników zapachów gładkich, ułożonych i „ładnych” ta nuta może stanowić wyzwanie, bo jest ona nieco gorzkawa, korzenna i wilgotna zarazem, co dla niektórych daje uczucie przepoconej, czystej skóry. Mi się oczywiście w ten sposób nie kojarzy, ale to nie tylko kwestia gustu, a innych użytych składników, czyli skrzącego się w tle i nadającego kompozycji świeżości jałowca oraz suchej, papierowej nutki irysa. Porównując woń do mieszanek curry, które można u nas nabyć, jest ona znacznie słodsza – tak jakby dodano podwójną, a nawet potrójną dawkę cynamonu. Konstruując zapach Ellena musiał korzystać z doświadczeń kulinarnych, bo rozwój Deklaracji na skórze, jak żyw, przypomina mi to co dzieje się w kuchni w trakcie pichcenia curry – pod koniec związane już ze sobą przyprawy nieco cichną i całość nabiera słonawej i kremowej – delikatnie mlecznej (to pewnie dzięki śmietanie, która dodajemy do curry na koniec gotowania🙂 ) konsystencji. Finisz zapachu to najlżejsza faza kompozycji – mamy tu cień przypraw oprawiony w delikatnie zamszowy, krzemienny, wyraźnie męski akord połączony z drzewną i herbacianą (raczej biała niż czarna herbata) świeżością. No i było by na tyle. Łał! Trochę się działo… I to wszystko przez dobre 8-10 godzin, przy zdecydowanym zaznaczeniu obecności perfum na skórze.

Na początku testów, zapach mnie szczególnie nie zaciekawił i sam się zastanawiałem – skąd tyle szumu? Ale tak się właśnie dzieje, gdy test jest powierzchowny i jednorazowy. Im więcej czasu dawałem tym perfumom tym bardziej się do nich przekonywałem. Wciąż nie jest to dla mnie niedościgły wzór, kompozycja którą się bez zastanowienia zachwycam i wychwalam pod niebiosa, ale na pewno jest to zapach ponadczasowy, bardzo oryginalny i wymykający się prostej ocenie typu ładny/brzydki. Patrząc na spis nut Declaration można się pogubić i odnieść wrażenie, że to pachnidło gęste, przeładowane składnikami. Tak jednak nie jest na żadnym etapie – mimo zastosowania przeróżnych ingrediencji, od lekkich i świeżych, po przyprawowo ostre i duszące, to woń jest na każdym etapie cudownie lekka, zwiewna, transparentna. Ma w sobie coś szlachetnego i ekscytującego zarazem.

w dwóch słowach: szykowny, elegancki, świeży, przebogaty – czyli łączący sprzeczności transparentny zapach z hinduskim sznytem

Technikalia:

głowa: bylica, kmin, kolendra, brzoza, mandarynka, bergamotka, neroli, pomarańcza

serce: irys, imbir, cynamon, pieprz, jałowiec, kłącze irysa, jaśmin, kardamon

baza: skóra, ambra, herbata, wetiwer, mech dębowy, cedr

nos: Jean-Claude Ellena

data powstania: 1998

3 thoughts on “Cartier Declaration

  1. odbieram deklarację w podobny sposób… ciężko uchwycić ducha tej kompozycji… zręczne palce Elleny nieźle tu namieszały, bo zapach rzeczywiście jest ciężki do sklasyfikowania i rozłożenia na poszczególne akordy… to przykład jego mistrzowskiego warsztatu… kolejny raz dał światu zapach który daje do myślenia i fascynuje swą złożoną enigmatycznością…

    • Z Elleną mam pewien problem. Jego zapachy są faktycznie inspirujące, zachowują „ellenowskiego” ducha, ale mam jednak wrażenie, że Pan Jean-Claude robi każdy ze swoich zapachów na tej samej matrycy wycinając lub włączając konkretne akordy dla uzyskania konkretnego efektu. Rezultaty są bardzo dobre, ale w moim odczuciu to ciągłe popełnianie autoplagiatu…

  2. owszem przykład deklaracji i voyage ( a na upartego Gentiale Blanche) jest wręcz brzemienny, ale Ellena stworzył bardzo wiele kompozycji.. sądzę że ten charakterystyczny sznyt który łączy kompozycje Elleny to jego swoisty znak wodny… tak jak każdy malarz dodaje portretowanej osobie coś od siebie, tak i Ellena wkłada w każdy zapach cząstkę siebie samego… ja to określam mianem tła zapachowego… czasem wspólnego dla danego nosa, a częściej zapachów jednej marki… to taki podpis autora, wy wyrobiony nos od razu wiedział kto za zapachem stoi😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s