Beckham Signature Story for Him

Na pierwszy ogień idzie coś ekstremalnie łatwo dostępnego – perfumy tej marki można spotkać nie tylko w dużych perfumeriach sieciowych, ale i w drogeriach, a nawet w supermarketach. Marka perfumowa sygnowana przez małżeństwo państwa Beckham często w perfumiarskich sferach wyszydzana, przede wszystkim ze względu na łatwą dostępność i, nie ukrywajmy, dość kiczowaty, „celebrycki” image dodatkowo potęgowany przez uznanie Davida ikoną zjawiska „metroseksualizmu”.  Te perfumy akurat, moim zdaniem, na wyszydzenie nie zasługują, ale po kolei…

David Beckham na szersze wody wypłynął jako piłkarz. Powiedzieć, że był zawodnikiem przeciętnym, to może zbyt okrutne, ale jednak prezentował typowo angielską szkołę, czyli kick’n’run (w wolnym tłumaczeniu – „odegraj i jedź!”). Trzeba jednak przyznać, że, w swej mimo wszystko prostej grze, wzniósł się na wyżyny – bardzo szybki, dobra technika użytkowa, legendarne, mocne i celne dośrodkowanie, które siało postrach wśród obrońców rywali. Do pewnego momentu… Związek z gwiazdeczką zespołu „Spice Girls” sprawił, że stał się on rozpoznawalny przede wszystkim jako  „mąż swojej żony”. Nawet kolejne transfery miały na celu przede wszystkim kreację wizerunku swojego, partnerki i idealnego związku celebrytów, a także szokowanie zmianami fryzur częstszymi od zmian w rozkładzie jazdy PKP. Real Madryt? Zmiana niegościnnego klimatu wysp brytyjskich na kastylijskie słońce. Los Angeles Galaxy? Próba sprzedania swojego „image” w niezbyt dotąd dla soccera gościnnym USA. AC Milan? Zapewnienie żonie, domorosłej kreatorce mody, możliwości podpatrywania światowych trendów w mekce włoskiego stylu oraz ułatwienie promocji jej dokonań. Piłka zeszła na dalszy plan, a ważniejsze stało się zaliczanie okładek kolejnych magazynów (w różnych konfiguracjach – „ja+żona”, „ja”, „ja – półnagi”, „ja z żoną – półnadzy”), promowanie gier komputerowych, stworzenie kolekcji ubrań a w końcu zdrady i romanse. W ten wizerunek człowieka którego życiem interesuje się gros obywateli świata (w rankingu wyszukiwarki ask.com hasło „beckham” było trzecim najczęściej wyszukiwanym w Wielkiej Brytanii w poprzedniej dekadzie) idealnie wpisało się stworzenie marki kosmetyków sygnowana inicjałami znanej pary – dvb.

Po tym przydługim wstępie czas na meritum – czyli Signature Story. Perfumy stworzone w laboratoriach olfaktorycznych jednego z najbardziej skomercjalizowanych domów zapachowych – Coty. Zapach stworzyła Beatrice Piquet, autorka dobrze przyjętego L’Instant pour Homme Guerlaina, co już na starcie dobrze wróży. Od pierwszego testowego pryśnięcia wiadomo z czym będziemy mieli do czynienia – mnóstwo niemal namacalnego, świeżo przekrojonego ananasa przyprawionego wyczuwalną nutką zielonych przypraw. Ananas w perfumach męskich znany jest przede wszystkim jako nośnik nut wodnych, do bólu rozwodniony i transparentny. Tu mamy jednak do czynienia ze słodkim, gęstym ananasowym syropem, wyrazistym i skoncentrowanym. Ta słodka, owocowa nuta zdecydowanie dominuje i będzie wyczuwalna do samego końca życia perfum na skórze. Serce zapachu jest już nieco mniej słodkie i wyraźnie łagodnieje dzięki nucie kwiatu pomarańczy. Nie tylko łagodnieje, ale miast gęstej, lepkiej konsystencji, staje się delikatniejsze, bardziej kremowe. Nuty bazy pozostają przygaszone i tak ukryte za lepką firanką ananasowego soku, że fizycznie właściwie nieobecne.  Zapach zmienia jednak po raz kolejny swoją „konsystencję”. Za zasługą, jak mi się wydaje, paczuli z dodatkiem kompletnie niewyczuwalnego kadzidła, ananas z otwarcia nieco traci na swojej soczystej kremowości i przydymia się, zbliżając się mocno do pudrowości. Projekcja i trwałość może nie powalają na kolana, jednak receptą staje się zwiększona aplikacja. 8 chmurek z trochę nieporęcznego, lejącego atomizera wystarczy na 8-godzinną trwałość i przyzwoity zapachowy „ogon”.

Staram się unikać klasyfikowania perfum wg. grupy wiekowej odbiorcy, tu jednak o tym napisze, bo zapach ewidentnie nie będzie odpowiedni dla dojrzałego, statecznego mężczyzny – zwyczajnie brakuje mu „dostojności”. Niesie ze sobą dużo optymizmu, radości i najlepiej sprawdzi się w porach przejściowych, kiedy nie jest ani za zimno (będzie zbyt delikatny), ani zbyt ciepło (słodka natura może być zbyt ciężka). Mi najlepiej nosi się go wczesną wiosną, kiedy za oknem świeci, ale wciąż nie jest ciepło – zapach przywołuje atmosferę lata, ciepła, słońca. Trudno mi się wypowiadać w imieniu pań, ale wydaje mi się, że z łatwością „noszalny” także dla kobiety. Do nabycia właściwie wszędzie (perfumerie, markety, internet) już od ok. 40zł.

w dwóch słowach: wyjątkowo naturalna słodkość ananasa, liniowość, raczej dla „młodych, aktywnych”, optymizm i słońce zamknięte w cieczy

Technikalia:

głowa: bazylia, ananas, liść fiołka

serce: kwiat pomarańczy, rozmaryn, lawenda

baza: drzewo cedrowe, paczula, kadzidło

nos: Beatrice Piquet

data powstania: 2008

8 thoughts on “Beckham Signature Story for Him

  1. Ananas jako składnik przewodni, nie jest zbyt częsty.
    Z tego powodu, chyba warto sprawdzić Signature Story.

    Z innych pozycji, jakie przychodzą mi do głowy, z ananasem
    na pierwszym planie, jest Francesco Smalto FullChoke.
    Początek to cytrusy z rozgrzanym żelazkiem w tle, potem jest
    już ananas na bliżej nieokreślonej bazie. Przynajmniej ja jej nie
    potrafię zdiagnozować. Co ciekawe, ananas jest wyczuwalny do
    samego końca i zawsze najmocniej.
    Na kartce, trwałość wydawała mi się marna.
    Na skórze, ponadprzeciętnie dobra.
    Po dwudziestu godzinach ananas bezproblemowo dawał o sobie znać.

    • W składzie nut jest całkiem często, ale najczęściej „rozpiździony” w nutach wodnych i strasznie transparentny. Tu jest zupełnie inaczej. Co do zapachów Smalto – są tanie, ale trudno dostępne, więc pozostają zakupy w ciemno. Nie wykluczam, że kiedyś spróbuję. Tym bardziej, że to dzieło Bourdon’a.

      • Gdybyś miał kupować kiedyś w ciemno,
        polecam Francesco Smalto – Smalto.
        Tu nie może być mowy o wtopie.

  2. opis jak i nazwa zapachu wskazują ze ten zapach to wizytówka Davida…
    słodki, rzucający się w oczy, smakowity kąsek dla pań i obiekt drwin i skrytej zawiści u panów…
    ten ananas w otwarciu to właśnie IMO odniesienie do słonecznego blasku celebryty bijącego od Davida, jak światło mesjasza zstępującego z wyżyn ku zwykłym ludziom…
    ma przykuwać uwagę otoczenia równie łatwo jak czyni to nasz gwiazdor wszędzie gdzie się pojawi…
    w tych kręgach nawet wyjście do sklepu po pieluchy (koniecznie od Prady) dla kolejnego potomka (od razu widać ze to katolik 8) ) jest swoistym show i eventem, na którym Victoria błyszczy nową kiecką i kole w oczy kolejnym, coraz większym rozmiarem miseczki, a David szelmowsko szczerzy wybielone zębiska pokazując swojego nowego fryca….

    zaciekawiłeś mnie tym ananasem, bo sam ten owoc bardzo lubię i jestem ciekaw jak spisuje się jako akcent zapachowy…

    • Oj, całkiem odmienny jest ten zapach od tego co piszesz. Niewiele tu eventu, blichtru, a raczej casualowy luz i bezpretensjonalny i niewymuszony uśmiech. Gdyby nie nazwa w życiu nie przypiąłbym go do zmanierowanego Davida – bardziej pasuje mi szelmowsko uśmiechnięty i bezczelnie ironiczny Johnny Depp w roli Jacka Sparrow’a

  3. W gruncie rzeczy David to bardzo skromny i nieco zagubiony facet… przytłamszony przez Viki uśmiecha się do gry, którą razem odgrywają za ciężkie miliony…

  4. Pingback: Beckham Intimately Men | Opium dla mas

  5. Pingback: Antonio Puig Quorum Silver | Opium dla mas

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s